W wielu miastach Polski obserwuje się obecnie gwałtowne zwiększenie zainteresowania kursami języków obcych. Efektem tego są długie kolejki do zapisów, ograniczona liczba miejsc oraz opóźnienia wynikające z niedostatecznej liczby lektorów i sal do zajęć. Sytuacja dotyczy zarówno placówek publicznych, jak uniwersytety i szkoły miejskie, jak i prywatnych szkół językowych.
Szacuje się, że na przykład w Krakowie czy Warszawie wiele kursów językowych jest wyprzedanych już w momencie otwarcia rekrutacji. W praktyce oznacza to, że osoby zainteresowane kursami, szczególnie na poziomie średniozaawansowanym i zaawansowanym, muszą czekać na wolne miejsce albo zapisy na koleją turę.
Ponadto, kursy dla dzieci i młodzieży mają dodatkowe obostrzenia: testy poziomujące, formalności związane z uczestnictwem i liczne dokumenty, co powoduje, że proces zgłaszania się jest skomplikowany i czasochłonny. W placówkach takich jak Goethe-Institut zauważono, że testy poziomujące na semestr letni 2026 są już zakończone, co dodatkowo podnosi bariery w dostępie do edukacji językowej.
Eksperci wskazują na kilka głównych przyczyn obecnego stanu rzeczy:
- niedobór wykwalifikowanych lektorów, w tym native speakerów;
- ograniczona infrastruktura – brak sal, zwłaszcza wieczorami;
- wysoki popyt – język angielski, niemiecki, hiszpański oraz języki mniej popularne stają się coraz bardziej pożądane na rynku pracy;
- sformalizowane procedury zapisu, poziomowania i certyfikacji, które opóźniają cały proces.
Działania naprawcze zaczynają być dostrzegalne: szkoły językowe i instytucje edukacyjne zwiększają liczbę kursów online, wprowadzają systemy zapisu przez internet oraz testy poziomujące online, co ma przyspieszyć obsługę i zminimalizować kolejki. Planowane są również programy szkoleniowe dla lektorów, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu.
Choć problem kolejek do zapisów na kursy językowe jest obecnie szczególnie dotkliwy, widać coraz większą determinację placówek edukacyjnych, by usprawnić proces i odpowiedzieć na realne potrzeby kursantów.