Wyraźny wzrost zainteresowania kursami języków obcych powoduje, że szkoły językowe w większych miastach zgłaszają problem z przeładowaniem zapisów. Rejestracje zaczynają się bardzo wcześnie, grupy pękają w szwach, a wiele osób zostaje na liście oczekujących.
Według nieoficjalnych doniesień szkoły językowe w Warszawie i Krakowie już miesiąc przed rozpoczęciem kursów otrzymują tyle zgłoszeń, że przewidują konieczność uruchomienia dodatkowych grup. W niektórych przypadkach kursy stacjonarne już są pełne, a zapisy skrócone lub zawieszone.
Główne przyczyny rosnącego popytu to:
- chęć nadrobienia zaległości językowych po pandemii,
- wysokie wymagania pracodawców dotyczące znajomości języków obcych, zwłaszcza angielskiego,
- ograniczona dostępność kursów prowadzonych przez native speakerów.
Szkoły językowe podkreślają, że kolejki są trudne do opanowania przy obecnej infrastrukturze: brakuje sal, terminów oraz dostępnych nauczycieli. Niektóre placówki zapowiadają przeniesienie części zajęć do trybu hybrydowego lub całkowicie online, by sprostać wymaganiom.
Eksperci edukacyjni zwracają uwagę, że taka sytuacja może prowadzić zarówno do obniżenia jakości kursów – przy dużych grupach – jak i do rozczarowania kursantów, którzy nie zostali przyjęci. Apelują o wprowadzenie systemów kolejkowych lub zapisy online z ograniczoną liczbą miejsc oraz o zwiększenie finansowania dla małych szkół językowych.